Link 05.05.2008 :: 17:06 Komentuj (6) Bestia siedzi w ukryciu, uważnie obserwuje każdy krok. Bestia wywiera presję, czeka na najmniejsze nawet zawahanie by przystąpić do ataku. Bestia przypomina Ci o tym, co powinieneś zrobić i co stanie się, gdy swojej powinności nie dopełnisz. Bestia podsuwa Twojemu umysłowi obrazy osób bliskich, zdołowanych lub wkurwionych za Twoje dokonania lub ich brak. Bestia czuwa, Bestia siedzi Ci na plecach, czujesz jej śmierdzący oddech, słyszysz poganiający głos, widzisz cień nieustannie depczący Ci po piętach.
Stres to bestia. Wykańcza umysł, dekoncentruje, wywołuje agresora tak wielkiego nieraz, że sam zdziwisz się, co zrobiłeś. Pomylisz się w tym, co robisz dziennie setki razy, napiszesz źle to, co znasz na pamięć, źle zahamujesz i będzie Cię to kosztować co najmniej utratę zdrowia.
Bestia irytuje, wkurwia i zabija. Nie uciekniesz przed nią ani Ty, ani Ty, ani nawet Ty tam, taki spokojny, zrelaksowany, na luzie do życia. Będą trzęsły Ci się ręce jak gimnazjaliście przyłapanemu na czytaniu pornosów taty, zbledniesz i osiwiejesz. A to wszystko przez jedną z najbardziej integralnych części Twojego układu psychofizycznego.
Paranoja. Stress yes. Napisał Pan Bezstresowy Maturzysta.
DC snow tour - taksówka
Link 10.05.2008 :: 23:34 Komentuj (4) pisałem kiedyś coś o taksówkarzu, ale ten jest naprawdę jedyny:
With the flow.
Link 14.05.2008 :: 23:58 Komentuj (5) Dzisiaj śpię tutaj, wczoraj spałem tam. Dzisiaj idę tutaj pojeździć, wczoraj jeździłem tam, przedwczoraj nie jeździłem w ogóle. Dziś jadam tutaj, wczoraj jadłem tam. Tu, tam, gdziekolwiek. Dom?
Jedno miejsce to za mało, ocipiałbym - ale gdy tracisz to jedno miejsce, TO miejsce, to pomimo, że jesteś gdzieś indziej - gdzie też dom, gdzie też jesteś, gdzie jest niby tak samo, to jednak inaczej, jednak to nie to - odnaleźć się jest ciężko, przynajmniej mnie. Dom...
Ale jestem tutaj. Jem to, ubieram się tak, pracuję tutaj, mieszkam tutaj, śpię, jeżdżę, szukam miejscówek, poznaję ludzi. Tutaj tworzę swój Dom, poprzez osoby, miejsca, zdarzenia. Przekonałem się, że nie brakuje życzliwych, wbrew przewidywaniom i że Dom nie kończy się i nie zaczyna na jednym miejscu.
Dzisiaj śpię, jeżdżę, zwiedzam, pracuję, przebywam - tutaj. Jutro będę jeszcze gdzieś indziej, a po wakacjach - Boże, daj - z dala od ojczyzny. Dom mam przy sobie - nieustannie, w kieszeni, w sercu, obok. Idę z prądem, za falą, z wiatrem.
Bez strachu - bo Dom to ludzie, nie budynki.
12 Maja była rocznica wypadku mojej koleżanki. Pamiętam.
Zmarzłem.
Link 25.05.2008 :: 20:46 Komentuj (4) Zmarzłem.
I było zimno.
I dwie godziny na przystanku.
I prawie spałem.
O przybądź, Wielki PKSie!
Ale urodziny mogą być.
I nie mam weny, miałem pisać opowiadanie bezsensowne o facecie z telefonem, ale mi się nie chce.
Już we wtorek matura, angielski, hellogoodbye.
I smarkam. I wygrzałem się. I boli mnie głowa.
Dobranoc.
Jeden - zero
Link 28.05.2008 :: 23:55 Komentuj (1) Wracam z tarczą. Mimo, że wątpliwości, strach oraz proroctwa tych, którzy "zawsze wiedzą lepiej" wskazywały na pozycję bardziej horyzontalną, z białą flagą ku górze. A jednak.
Szkoła skończona. Matura popisana i zdana. Nadal się układa, prywatnie dużo trudniej, ale nieustannie idzie ku lepszemu. Plan jest, realizacja idzie do przodu i jakoś tak ten tytułowy układ liczb ulega nieuchronnemu zachwianiu. Kolejności nie zmienię - bo wyszłoby "Personality Dziesięć", a to brzmi jak "Personality Cioto Palnij Się w Łeb". Zero i jeden. Piłka i kij. I wszystkie bazy moje.
A jednak naturalna doza pesymizmu każe brać pod uwagę to, że by noga się powinęła, nie trzeba dużo. Ku uciesze proroków złej nowiny i kalwarii tych, którzy życzą dobrze, czarne myśli są. Ostatnio częściej się boję. A może po prostu bardziej to widzę.
Bezpuentowo zakończę podziękowaniem dla panów T i W, którzy bądź co bądź, podnieśli na duchu. I jakoś tak bardziej polubiłem te moje okulary nawet.
Znów jeden do zera.
Basenik.
Link 31.05.2008 :: 20:45 Komentuj (7) Pool, bowl, miska, dziura, basen - element charakterystyczny dla deskorolki, nieodłącznie kojarzony z praktykowaniem tej pasji za wielką wodą, w USA, kraju hamburgerem i coca-colą płynącym, gdzie korzenie wraz z najwyższym dotychczas poziomem deskorolki są widoczne od zawsze i chyba na zawsze.
Kiedy miałem lat czternaście zacząłem się bawić w deskorolkę. Powodów były setki, Tony Hawk's Pro Skater 2 był zasadniczym. W miarę jeżdżenia na przeszkodach Polskiego skateboardingu, zaczęło się pragnienie czegoś więcej. Oglądało się więc filmy rodem z kraju kwitnącej wołowiny, gdzie półnadzy opaleni faceci skakali sobie w wielkiej betonowej misce (a często z jej braku w pobliżu, robili to w basenach ogródku babci). Marzenia poszły w ruch, palce na padach i klawiaturach także, ale żywe pragnienie pojeżdżenia prawdziwą deskorolką w prawdziwym basenie - to było coś.
I cud się stał tej wiosny - a właściwie to już schyłkiem zeszłego roku, kiedy to skatepark w Bielsku-Białej uległ przebudowie (czytaj - powiększeniu i przestawieniu dotychczasowych przeszkód na inne miejsce), a w rogu zaczęła powstawać tajemnicza konstrukcja, głęboko zakorzeniona w ziemi, stopniowo rozbudowywana pod czujnym okiem prezesa Burka.
Cała impreza kosztowała 200 tysięcy polskich złotych - wyskrobane z kieszeni urzędu miasta Bielska-Białej, gdzie postanowiono, że ktoś dostanie jedno BMW mniej, a za to setki petycji skaterów o modernizację parku zostaną wysłuchane. Prace zostały podjęte jesienią zeszłego roku, by teraz naszym oczom ukazał się obiekt pokaźnych rozmiarów, sporej głębokości, na którego widok budzi się dusza kalifornijskiego backyardowca.
Na bielskie Błonia dotarłem około godziny 13. Czerwcowe słońce przygrzewało z wiadomą sobie intensywnością, w plecaku spakowaną miałem bostońską New Erę i okulary w złotych oprawkach, celem poczucia iście amerykańskich fluidów. W pełnym słońcu wielu nie jeździło, toteż basen stał kompletnie puściutki. Pokaźne rozmiary, bardzo stromy kąt i praktycznie pionowa ściana tuż przy copingu sprawiała, że podejście entuzjasty przysłoniła nutka strachu. Na dropin' nie miałem odwagi, zwyczajnie więc zszedłem do środka i tam rozpocząłem zabawę.
Jako takich doświadczeń w jeździe poolowej nie ma wielu z polskich deskorolkowców. Prawdę mówiąc, mają je raczej nieliczni, od niedawna grupa zwiększa się, gdyż w grodzie Kraka powstał obiekt podobny, tyle, że drewniany i kryty. Jednak wyróżniło się kilka gwiazd tamtego dnia, na czele z francuskim Kojocikiem, Piotrkiem "Łysym" Dziedzicem, który po kilku wakacjach w Marsylii i możliwości poćwiczenia w tamtejszych warunkach, jako tako obecnie w basenie króluje. Wyrazisty był także najmłodszy bielski gwiazdor, Marcin Myszka, który decydował się na śmiałe loty ponad krawędzią.
Żeby nie było tak pięknie, to bielski obiekt ma już w swojej krótkiej historii także trochę nazbieranego mięsa. Podczas przygody z nowym wynalazkiem kontuzjowanymi stało się wielu, z czego np. pan Arek "zaliczył" wątpliwej przyjemności bliskiego spotkania dna miski spadając z samej góry, inny kolega z basenu wydostał się bogatszy o złamaną rękę. Gwiazdą mojej wizyty w parku był jednak redaktor Kuba "Wiecznie Rosnący" Laszczak, który przy próbie zjazdu zachwiał się i wylądował pokaźnym plackiem na dole. Przeżył, bez większych obrażeń. Ja sam, po kilku próbach, mniej lub bardziej udanych, do krawędzi, doszedłem do wniosku, że przygodę z ewolucjami zakończę na fotoreporterce. Zwykłem lubić swoje kości w nienaruszonym stanie.
Basen gotowy oficjalnie był około 26 maja - ale próby jeżdżenia na nim przez nieposkromionych skaterów były dokonywane już, kiedy konstrukcja zaczynała przybierać jako taki kształt. Obecnie pool już jest czynny, pomimo braku odświętnej inauguracji, można swobodnie już "katować bądź usiłować". W każdym razie konstrukcja wypaliła zgodnie z planem - i kto tylko chętny, zapraszamy do do próbowania swoich sił. Teraz już chyba naprawdę możemy westchnąć "No!" ze świadomością tego, że bielski skatepark jest obiektem dającym duże możliwości i tyle samo frajdy. Elo.
--------------------------------------------------------------------------------------
gg 4918640 mail matt.zawadzki@interia.pl.